Finlandia
poniedziałek, 18 lipca 2011 22:58

Helsinki - i jeszcze dłuższe dni

Do Helsinek dotarliśmy w sobotę o 16:30. Od razu skierowaliśmy się do naszego hostelu. Pokój był ogromny. Do naszej dyspozycji mieliśmy niewiarygodną powierzchnię użytkową: ze cztery razy większą, niż w słynnym tallińskim hotelu Kelluka. Wyobrażacie to sobie? Po rozstawieniu bagaży pozostało jeszcze mnóstwo wolnego miejsca, można było minąć się bez obijania, zmieściłoby się tu conajmniej ze 20 gości z hotelu Kelluka. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się jednak zostawić te luksusy i ruszyć jeszcze na miasto.

Pogoda była piękna, a słońce zachodzi tutaj dobrze po 22-giej, zdążyliśmy więc zwiedzić sporą część miasta. Cerkiew Uspienskiego, gdzie trafiliśmy na śpiewne nabożeństwo, nabrzeże portowe, plac Senatu z robiącą duże wrażenie katerdrą, intrygujący dworzec kolejowy - ciekawa architektura jest tu na każdym kroku. Wszystkie place miasta są bardzo przestronne, ulice szerokie i bardzo dużo jest zieleni. Na późną kolację zjedliśmy stek z renifera - porcja była wprawdzie niewielka, ale za to bardzo smaczna.

Do hotelu wróciliśmy przez przystań jachtową. Przebraliśmy się i jeszcze raz ruszyliśmy do centrum - tym razem na imprezę, by zobaczyć jak bawią się Finowie. Trafiliśmy do lokalu z "ice barem" - pomieszczeniem z lodowym wystrojem, w którym temperatura wynosi -5 stopni Celsjusza. Rozgrzaliśmy się miętową wódką.

W niedzielę po śniadaniu ruszyliśmy na północ od centrum miasta, w stronę stadionu olimpijskiego z 1952 roku oraz jednego z ciekawszych kościołów - wykutego w skale Temppeliaukio. Z zewnątrz wygląda niezachęcająco, w środku natomiast robi duże wrażenie. Wróciliśmy do centrum skosztować trochę morskich przysmaków, po czym wsiedliśmy na prom, który dowiózł nas do helsińskiego ZOO - jednej z atrakcji wymienianych we wszystkich przewodnikach po mieście. ZOO położone jest na jednej z wysp i ma w swojej kolekcji dużo "eksponatów" z całego świata, w tym także z Polski (żubry i rysie). Wszystkie są niemal na wyciągnięcie ręki, o ile nie zaszyją się przed upałem w haszczach.

Po powrocie do centrum byliśmy tak zmęczeni, że po krótkich zakupach udaliśmy się do hotelu.

Nasz ogromny pokój w hotelu w Helsinkach
Cerkiew Uspienskiego
Plac Senatu
Pierwsze spotkanie z reniferem
Marina marina marina
Współczesna architektura Helsinek
Wnętrze kościoła w skale
Leniwe popołudnie w helsińskim ZOO

 
poniedziałek, 18 lipca 2011 22:59

Samochodem przez Finlandię

W poniedziałek rano rozpoczęliśmy dalszą część wyprawy na północ. Kolejny przystanek: Tampere. Zatrzymaliśmy się tam na niecałe dwie godziny i obejrzeliśmy neogotycką katedrę i kościół Aleksandra. Tampere jest oddalone o około 200 km od Helsinek. Domy z czerwonej cegły poprzeplatane są z charakterystycznymi, kolorowymi domami z drewna w stylu skandynawskim oraz z równie charakterystyczną dla Finlandii nowoczesną architekturą. Zlepek stylów na jednej ulicy. Największe wrażenie w tym mieście robi jednak katedra wybudowana w 1907 roku.

Wczesnym popołudniem ruszyliśmy w dalszą drogę. Przed nami było 500 km, które dzieli Tampere od Oulu - fińskiej doliny krzemowej. To w zasadzie jedyne, co wiemy o Oulu. Droga była strasznie monotonna, prowadziła przez brzozowo-sosnowe lasy. Po drodze spotkać można bardzo mało miejscowości - albo są poukrywane w zaroślach, albo środkowa część Finlandii jest słabo zaludniona.

Do Oulu dotarliśmy o 20:30. Po krótkim spacerze w marinie wyruszyliśmy w poszukiwaniu kempingu. Udało się go znaleźć dosyć szybko.

Kościół Aleksandra w Tampere
Neogotycka katedra z 1907 roku w Tampere
Tak mieszkają Finowie
Oulu, godz. 21:00. Kawiarniane życie kwitnie, słońce jeszcze wysoko
Oulu

 
wtorek, 19 lipca 2011 23:21

Audiencja u Świętego Mikołaja

Z kempingu wyruszyliśmy koło 10:00, nie mogąc nadziwić się Cyganom, którzy również tam nocowali. Zawładnęli wszystkimi pomieszczeniami na kempingu, a spod kuchni do łazienki podjeżdżali samochodami.

Przed nami około 300 km do Rovaniemi. Droga prowadziła lasami i była dość monotonna. Centrum Rovaniemi nie wyróżnia się niczym szczególnym, dlatego też po krótkim spacerze w deszczu postanowiliśmy poszukać Świętego. Znaleźliśmy go w jego wiosce kilkanaście kilometrów za miastem, dokładnie na kole podbiegunowym. Powiedział nam, że na pewno odwiedzi nas w grudniu.

Zamierzaliśmy dojechać do Ivalo w Laponii. Po drodze zatrzymaliśmy się przy, jak się okazało zamkniętej kawiarni, gdzie spotkaliśmy również pukających do jej drzwi dwóch motocyklistów z Polski. Jechali na południe i opowiedzieli nam o stadach reniferów przemierzających fińskie drogi. Zaczęliśmy ich również wypatrywać. I oto jest - nasze drugie spotkanie z reniferem. Wyglądają na ciamajdy - stoją stadnie na środku drogi i obserwują samochody, pogryzając łubiny.

Zajechaliśmy jednak trochę dalej, niż planowaliśmy. Na kemping nad jeziorem w Inari dotarliśmy około 23:00.

Fińskie drogi na dalekiej północy
U Świętego - bardzo komercyjnie
Przekraczamy koło podbiegunowe
Postój obiadowy nad jeziorem - za Rovaniemi
Obiad - warto było nie poddawać się z nabojami gazowymi
Twój stary zmywa w rzece
Fińskie drogi ponownie
Trzecie spotkanie z reniferami - drugie było u Świętego
Raczej nie boją się samochodów
Dobrze po 23:00, jezioro Inari

Czytaj dalej: Norwegia

 


020.jpg
Forum podróżnicze